– Po chrześcijańsku każdy zasługuje na drugą szansę. To dobry fachowiec – powiedział minister Miłosz Motyka, odnosząc się do głośnej awantury z udziałem wiceministra Mariana Zmarzłego. Polityk przyznał, że ze Zmarzłym odbył „jednoznaczną rozmowę”, a jego zachowanie wobec ochrony „nie powinno mieć miejsca”.
Wokół wiceministra Mariana Zmarzłego wciąż nie cichnie burza po doniesieniach o nocnym incydencie w budynku resortu energii. Jak ujawnił wcześniej portal BlaskOnline, polityk miał pojawić się w ministerstwie po godzinach w towarzystwie koniety. Według relacji świadków był pod wpływem alkoholu, a podczas interwencji ochrony miało dojść do ostrej wymiany zdań.
Sprawa wywołała lawinę pytań, szczególnie po publikacji fragmentów notatek służbowych sporządzonych po zdarzeniu. Pojawiały się informacje o agresywnym zachowaniu, próbie wejścia do tzw. pokoju wypoczynkowego i szarpaninie z pracownikami ochrony. Sam Marian Zmarzły stanowczo zaprzeczył najpoważniejszym oskarżeniom i przekonywał, że całe zajście było jedynie „nieporozumieniem”.
Minister Motyka kolejny raz odniósł się do całego incydentu w rozmowie z mediami. I kolejny raz oznajmił, że w zasadzie - nie ma problemu, a konsekwencji nie będzie. Polityk przyznał, że rozmawiał ze Zmarzłym „dość jednoznacznie” i nie ukrywał, że zachowanie wiceministra było nieodpowiednie.
– Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Nie była to żadna koleżanka, tylko bliska osoba. Wyjaśnił też swoje zachowanie wobec ochrony, które również nie powinno mieć miejsca. Sprawę uważam za rozstrzygniętą
– powiedział Motyka.
Dopytywany, czy wobec Zmarzłego wyciągnięto jakiekolwiek konsekwencje, minister przyznał, że doszło do „słownej nagany”. Jednocześnie zaznaczył, że jego zdaniem polityk zasługuje na kolejną szansę.
– Po chrześcijańsku każdy zasługuje na drugą szansę. To dobry fachowiec
– stwierdził.


