To jedna z tych historii, które zaczynają się jak mem, a kończą w sądzie. „Policjantka spod kołdry”, czyli Kinga B. z Tarnobrzega, znów trafiła na nagłówk, ale tym razem po ogłoszeniu wyroku w sprawie, która od miesięcy rozpalała opinię publiczną. I choć sąd uznał ją za winną, to… nie wymierzył jej kary.
Sąd: winna. Ale postępowanie umorzone#
Sąd Rejonowy w Tarnobrzegu uznał, że była policjantka bezprawnie sprawdzała dane mężczyzny w policyjnych bazach, a następnie próbowała ukryć to, wpisując nieprawidłowe numery dziennika. Według sądu materiał dowodowy był jednoznaczny — Kinga B. nadużyła uprawnień.
A jednak finał zaskoczył wszystkich: postępowanie warunkowo umorzono na rok.

Dlaczego? Ponieważ, jak stwierdzono, kobieta „poniosła już dotkliwe konsekwencje społeczne i zawodowe”. Straciła pracę, stała się obiektem internetowej nagonki, a jej prywatność została zniszczona.
A wszystko zaczęło się od… kołdry#
Sprawa wybuchła po interwencji policji w mieszkaniu mężczyzny związanego ze środowiskiem kibiców Siarki Tarnobrzeg. To tam funkcjonariusze mieli znaleźć swoją koleżankę, która ukryła się pod kołdrą.
Kinga B. tłumaczyła później, że po prostu spała. W jednym z wywiadów powiedziała nawet:
„Jedyne, co można mi zarzucić, to kołderka.”
Internet zrobił z tego mem, ale śledczy domagali się 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu, grzywny i zakazu pracy w policji na 3 lata.

Sąd uznał jednak, że wystarczy rok. W uzasadnieniu podkreślono, że była policjantka nie była wcześniej karana, miała dobrą opinię, a medialny szum „będzie miał trwały wpływ na jej życie”.
Nowy rozdział: studia, praca i życie poza policją#
Po zwolnieniu ze służby Kinga B. rozpoczęła studia pielęgniarskie i pracuje dorywczo jako kelnerka. Jej policyjna kariera zakończyła się definitywnie, ale historia, która zaczęła się od „kołdry”, przylgnie do niej na kolejne lata.


