Gdy w Polsce spadają niezidentyfikowane drony, kalendarz polityczny pęka w szwach od ważnych spotkań, a obywatele czekają na reakcję rządu — Donald Tusk, znany z zamiłowania do luksusu, wybiera odpoczynek w miejscu, które trudno nazwać skromnym. Pałac Château Des Alpilles to nie byle jakie miejsce, lecz rezydencja godna byłego „króla Europy”. We francuskiej Prowansji, premier więc znalazł idealne miejsce, by odciąć się od zgiełku spraw państwowych.
Wybrana przez premiera prowansalska rezydencja Château Des Alpilles, w której doba kosztuje ok. 2500 zł., bardziej przypomina scenografię z filmu o arystokracji niż miejsce pracy dla lidera państwa, które boryka się z wieloma kryzysami. Jak zdradził nasz informator, premier bawił w pałacu otoczonym siedmiohektarowym parkiem, basenem i barem pełnym alkoholi z całego świata.
Apartamenty z klasą (i odpowiednią kasą)#
Wnętrza pałacu, w których wypoczywał premier Tusk, to mariaż francuskiej elegancji z dekadencją, której nie powstydziłby się sam Ludwik XIV. Apartamenty zdobią antyczne meble, jedwabne zasłony i marmurowe łazienki. Kamienne podłogi, skórzane fotele, sztuka współczesna na ścianach i bar niczym spełnienie marzeń każdego konesera luksusu.
Foto:BlaskOnlineBar pełen pokus#
W barze, jak przystało na miejsce odpoczynku premiera, znajdziemy najlepsze cygara, koniaki i whisky z Japonii, Szkocji i Kentucky. Luksus, który Tusk bardzo sobie ceni. I może sobie na niego pozwolić.
Premier może tu wybierać spośród alkoholi z całego świata, delektować się najlepszymi cygarami i rozsiadać w fotelu, wśród innych bogatych elit.
Premier przez Wi-Fi#
Jak wskazują jego partyjni koledzy, Tusk najcięższe sprawy państwowe woli omawiać z dystansu. Najlepiej przez Wi-Fi. Widocznie, wg Tuska, „premierować” wielomilionowym krajem można on-linowo lub z ukrycia.
Menu dla wybranych (czytaj: bardzo wybranych)#
W pałacowej restauracji ceny nie pozostawiają złudzeń. To nie jest miejsce dla przeciętnego obywatela. Oto kilka przykładów: carpaccio z labraksa z brzoskwinią i kolendrą - 24 euro, grillowany antrykot Angus z grzybami balsamicznymi - 40 euro, burger z cukinii z serem i awokado - 25 euro, a domowe frytki, bagatela, można zjeść za „tylko” 11 euro, czyli jakieś 50 złotych.
Bo przecież premier byle czego do ust wkładać nie będzie. Camargue red rice z aioli? Proszę bardzo. Melon Cavallion za 25 euro? Naturalnie. Nawet sałatka z miętą z ogrodu kosztuje więcej niż przeciętny obiad w Warszawie.
Basen, leżak i prowansalskie słońce#
Gdy w kraju wrze, premier może pływać do woli w hotelowym basenie, relaksować się na leżaku i podziwiać widoki, które bardziej przypominają folder reklamowy niż rzeczywistość polityczną. A wszystko to w otoczeniu zieleni, śpiewu ptaków i absolutnego braku odpowiedzialności.
Donald Tusk, jak na rasowego króla salonów przystało, którego, jak mówił o sobie „nikt w Europie nie ogra”, udowadnia, że można być premierem i jednocześnie mistrzem unikania. Gdy w Polsce dzieją się rzeczy ważne, on wybiera luksus, ciszę i dystans. Bo przecież nie po to był „królem Europy”, żeby teraz zajmować się dronami, kryzysami i… obywatelami.
„Zawsze, gdy coś się dzieje ważnego, Tusk znika. Dematerializuje się. Nie ma go. Tak jest i teraz. Stało się to już taką regułą, że szokiem byłoby, gdyby nieoczekiwanie wychynął i miał coś do powiedzenia”
— napisała pani Anna w mediach społecznościowych. Ten krążący niegdyś w sieci komentarz, odnosił się do sytuacji, gdy Donald Tusk milczał w obliczu kryzysu na polsko-białoruskiej granicy. Nawet politycy jego własnej partii próbowali tłumaczyć jego nieobecność, co tylko podsycało spekulacje o jego skłonności do „znikania” w kluczowych momentach.
Premier Donald Tusk
Pałac Château Des Alpilles we francuskiej Prowansji

