W sieci zawrzało po tym, jak poseł Dariusz Matecki ujawnił, że na szczecińskim dworcu ma działać kiosk drukujący paragony z podobizną Wołodymyra Zełenskiego i hasłem „Slava Ukraini!”. Polityk wysłał tam swojego asystenta, by sprawdził sprawę. Ten wrócił z zaskakującą informacją: kiosk był zamknięty, a sąsiednia sprzedawczyni twierdzi, że „chyba zamykają interes”. Na razie więc nie wiadomo, czy kontrowersyjny paragon faktycznie istnieje.
Paragon, który rozpalił internet#
Wszystko zaczęło się od wpisu posła Dariusza Mateckiego, który poinformował, że w jednym ze sklepów na dworcu w Szczecinie mają być wydawane paragony z wizerunkiem prezydenta Ukrainy i politycznym hasłem. Informacja błyskawicznie obiegła media społecznościowe, wywołując mieszankę oburzenia, ciekawości i memów.

Poseł w Warszawie, więc wysyła asystenta#
Ponieważ Mateckiego zatrzymały obowiązki w Warszawie, postanowił działać inaczej: wysłał swojego asystenta, by kupił w tym kiosku cokolwiek — wodę, gumę do żucia, czekoladę, byle tylko dostać paragon i sprawdzić, czy rzeczywiście drukowane są tam kontrowersyjne grafiki.
To miała być szybka akcja, która rozwieje wątpliwości.
Na miejscu: zamknięte drzwi i niejasne odpowiedzi#
Asystent dotarł na dworzec, ale zamiast paragonu z Zełenskim zobaczył… zamknięty kiosk. W środku jednak udało mu się sfilmować identyczną butelkę wody za cenę z paragonu.

Jedyną osobą, która mogła coś powiedzieć, była pracownica sklepu obok. Jej komentarz był krótki, ale wymowny:
„Oni chyba chcą się zamknąć.”
Nie wiadomo więc, czy kontrowersyjne paragony były drukowane wcześniej, czy to tylko plotka, czy może sklep zdążył zakończyć działalność, zanim sprawa wybuchła w internecie.
Co dalej z historią o paragonie?#
Na razie nie ma twardych dowodów, że paragon z podobizną Zełenskiego faktycznie trafiał do klientów. Nie wiadomo też, czy kiosk wznowi działalność, by można było to zweryfikować.


