To miał być zwykły, spokojny, rodzinny weekend w Londynie. Krótki oddech od pracy, szkoły i codziennych obowiązków. Sławomir Mentzen poleciał tam z żoną i dziećmi. Prywatny wyjazd, żadnych spotkań, żadnych wystąpień. Po prostu rodzinny czas. Tymczasem po wylądowaniu wydarzyło się coś, co trudno nazwać inaczej niż skandalicznym potraktowaniem rodziny z dziećmi.
Tuż po kontroli paszportowej Mentzen został zatrzymany i odprowadzony do osobnego pomieszczenia. Bez wyjaśnienia, bez informacji, bez podania powodu. Jego żona i dzieci musiały czekać, nie wiedząc, dlaczego tata nie wraca i co właściwie się dzieje.

Zamiast spaceru po mieście i wspólnego lunchu, rodzina spędziła pierwsze godziny wyjazdu w stresie i niepewności. Mentzen opisuje, że siedział w pokoju z osobami przesłuchiwanymi o pobyt w Iranie czy Afganistanie, podczas gdy on sam nie otrzymał żadnej informacji.
Dopiero po godzinie funkcjonariusz zapytał go, czy „wie, o co chodzi”. Gdy odpowiedział, że nie — usłyszał, że funkcjonariusz… też nie wie.
To moment, który w jego relacji brzmi najbardziej absurdalnie.
Rodzina czeka, dzieci są zmęczone, a on siedzi w pokoju, bo „jakaś organizacja” miała go oznaczyć, choć nikt nie potrafił powiedzieć jaka, dlaczego i w jakim celu.
Po ponad trzech godzinach oddano mu paszport. Bez słowa wyjaśnienia. Bez przeprosin. Bez informacji, dlaczego w ogóle został zatrzymany.
Cała sytuacja była dla rodziny tym bardziej bolesna, że Mentzen zna Londyn jak własną kieszeń. Kilka lat temu mieszkał tam i pracował. To miasto, do którego ma sentyment i które zapewne chciał pokazać swoim dzieciom. Zamiast tego pierwszy dzień wyjazdu został im po prostu odebrany.

Dla rodziny, która po prostu chciała spędzić wspólny weekend razem, oznaczało to jedno: stracony czas, stres i poczucie bezradności.


