Jul 6, 2026 10:45 AM

Zamiast odpowiedzieć merytorycznie na krytykę, wciągnął w polityczny spór nastoletnią córkę swojego internetowego adwersarza. Senator Tomasz Grodzki, chcąc uciszyć krytyka Koalicji Obywatelskiej, sięgnął po argument, który oburzył nawet część własnego elektoratu i wywołał falę komentarzy o uderzaniu w dzieci polityków-przeciwników.

Krytyka Trzaskowskiego jako punkt zapalny

Wszystko zaczęło się od wpisu Adama Abramczyka, komentatora politycznego w sieci, niegdyś sympatyzującego z KO, dziś jej krytyka. Na portalu X skomentował on decyzję prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego o przyjęciu dymisji dwóch wiceprezydent stolicy w związku z aferą w Szpitalu Południowym. Abramczyk ocenił tę decyzję jako dowód słabości politycznej prezydenta.

Riposta wymierzona w dziecko, nie w argumenty

Na krytykę zareagował Tomasz Grodzki, senator KO i były marszałek Senatu. Zamiast odnieść się do zarzutów wobec Trzaskowskiego, sięgnął po zupełnie inny argument: przypomniał Abramczykowi, że ten zabiegał u wpływowego polityka KO o staż w Senacie dla córki, sugerując, że skorzystanie z takiej pomocy powinno na zawsze zamknąć mu usta w krytyce partii.

Problem w tym, że to nie Abramczyk, a jego wówczas nastoletnia córka, stała się bezpośrednim obiektem ataku polityka. Internauci nie mieli wątpliwości, że wciąganie w polityczną przepychankę nieletniego dziecka to przekroczenie granicy, która nie powinna istnieć nawet w najostrzejszym sporze. Pod wpisami pojawiły się pytania wprost: dlaczego politycy tak chętnie sięgają po dzieci swoich przeciwników, gdy brakuje im innych argumentów. Sam Abramczyk, komentując całą sytuację, ograniczył się do jednego, wymownego słowa: „straszne”.

Głosy oburzenia napłynęły z bardzo różnych stron sceny politycznej. Krytycznie o zachowaniu senatora wypowiedzieli się politycy zarówno z Nowej Lewicy i Konfederacji, jak i PiS, a jeden z komentujących wprost nazwał to metodami bardziej przypominającymi działania mafijne niż standardy demokratycznego państwa.

Dokument, który wszystko skomplikował

Abramczyk nie pozostał dłużny i opublikował skan oficjalnego zaświadczenia z Kancelarii Senatu, z którego wynikało, że jego córka odbyła dwudniową, bezpłatną praktykę, a nie żaden wielomiesięczny „staż”, wyłącznie po to, by napisać na jej podstawie pracę zaliczeniową do aplikacji na studia. Uwagę zwrócił dodatkowo fakt, że zaświadczenie zostało podpisane jeszcze przed terminem samej praktyki, co część komentujących odczytała jako dowód, że cała sprawa była czystą formalnością.

Grodzki się tłumaczy, afera żyje dalej

Pod presją krytyki senator spróbował złagodzić swoje słowa, zapewniając, że za jego kadencji nikomu nie odmawiano stażu i że nie było mowy o żadnej protekcji. Tyle że to tłumaczenie stało w wyraźnej sprzeczności z jego własnym, wcześniejszym wpisem, w którym mówił wprost o „zabieganiu” o staż u konkretnego, wpływowego polityka. Poseł Roman Giertych skwitował całą sytuację krótko, mówiąc, że Grodzki dosłownie „rozsmarował” swojego adwersarza — choć w tym rozsmarowywaniu ostatecznie ucierpiał wizerunek jego samego.

Cyrk, który sam się nakręca

Cała sytuacja, zamiast wyciszyć krytykę wobec Trzaskowskiego i afery w Szpitalu Południowym, sama stała się osobnym tematem. Trudno o lepszy przykład zasady, że najgorszą odpowiedzią na niewygodne pytanie bywa ta, która uderza nie w oponenta, a w jego rodzinę.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy