Delegacja z Pomorza większa niż z Rzymu i Lyonu razem – 24 urzędników poleciało do Barcelony na szczyt metropolii. Nie wygłosili ani jednego wystąpienia, podpisali ideologiczną deklarację, a na pytania o koszty… cisza. Internauci grzmią: „To trwonienie publicznych pieniędzy!”
W dniach 14–17 października w Barcelonie odbył się World Metropolitan Summit. Z Polski poleciały delegacje z Krakowa, Łodzi, Poznania i Wrocławia po 1–2 osoby. Tymczasem Metropolia Gdańsk–Gdynia–Sopot wysłała aż 24 osoby, w tym wiceprezydentów, burmistrzów, wójtów, dyrektorów i urzędników.
Nie wygłoszono żadnego wystąpienia. Nie przedstawiono żadnego projektu. Jedynym śladem obecności było podpisanie deklaracji o klimacie i równości.
Deklaracja bez mandatu – kto dał zgodę?#
Wiceprezydent Gdańska Piotr Grzelak podpisał dokument „Barcelona Metropolitan Declaration: Metropolitan Future Beyond 2030” w imieniu całej metropolii. Nie przeprowadzono żadnej debaty, nie było konsultacji z mieszkańcami.
Instagram_piotr_grzelak_gdDeklaracja zawiera ogólne hasła o klimacie, mieszkalnictwie i globalnym zarządzaniu – ale nie wiadomo, jakie zobowiązania faktycznie przyjęto.
Zapytano o koszty. Odpowiedzi brak.#
Portal WbijamSzpile.pl wystąpił do władz metropolii z pytaniem o koszty wyjazdu, zakwaterowania, diet i przelotów. Do momentu publikacji nie otrzymano żadnej odpowiedzi.
Brak transparentności budzi poważne wątpliwości. Czy mieszkańcy Pomorza mają prawo wiedzieć, ile kosztowała ta „delegacja bez efektów”?
Katarzyna Czerniewska - radna i Emilia Łodzińska wiceprezydent Gdańska w Barcelonie. Foto: Instagram_katarzynaczedrniewskaInternet w ogniu: „To wycieczka, nie misja”
Internauci nie kryją oburzenia:
„Memy same się piszą. Barcelona, klimat i 24 osoby z Pomorza – brzmi jak scenariusz kabaretu.”
„To trwonienie pieniędzy. Gdzie są efekty? Gdzie raport?”
„Wycieczka za nasze pieniądze. A my płacimy podatki, żeby oni latali na konferencje bez treści.”
Trójmiasto – metropolia czy mem?
Władze Pomorza potrafią zaskakiwać swoją pomysłowością – ale tym razem przekroczyły granicę rozsądku. Skala delegacji, brak wystąpień, niejasne zobowiązania i milczenie w sprawie kosztów budzą pytania o sens takich wyjazdów.
Czy mieszkańcy Trójmiasta wiedzą, co podpisano w ich imieniu? Czy ktoś zapytał ich o zdanie? A może, jak piszą internauci, „to była tylko wycieczka z ideologicznym przystankiem”?


