Dorota Szelągowska włączyła się w charytatywny stream Łatwoganga i zaproponowała influencerowi remont mieszkania. Ten poprosił, by taki gest przekazać na licytację. Zamiast samych pochwał pojawiły się jednak uszczypliwe komentarze. Projektantka nie zostawiła ich bez odpowiedzi.
Charytatywny stream Łatwoganga przez kilka dni przyciągał tłumy widzów i znane twarze, które wspierały zbiórkę na rzecz Fundacji Cancer Fighters. W kawalerce influencera pojawiali się kolejni goście, a część z nich w geście solidarności z dziećmi chorującymi onkologicznie zdecydowała się nawet zgolić włosy.
W pewnym momencie z uczestnikami transmisji połączyła się Dorota Szelągowska. Projektantka wnętrz, poruszona akcją, zaproponowała Piotrkowi remont mieszkania. Influencer nie przyjął jednak prezentu dla siebie. Poprosił, by taka możliwość została przekazana na licytację.
Gest szybko odbił się echem w sieci. Obok ciepłych reakcji pojawiły się też komentarze, w których zarzucano Szelągowskiej, że jej telefon miał bardziej promocyjny niż pomocowy charakter. Jedna z internautek napisała wprost, że propozycja wyglądała jak „telefon dla lansu”.
Szelągowska odpowiedziała bez lukru. Podkreśliła, że wcześniej miała dostać wiele wiadomości od osób, które sugerowały, by zrobiła coś dla Łatwoganga. Dodała też, że krytykujący nie wiedzą, czy i w jaki sposób wsparła akcję finansowo.
Podobnie zareagowała na komentarz internauty, który sugerował, że zamiast mówić o remoncie, powinna wraz z firmami współpracującymi przy jej programach wpłacić pieniądze na zbiórkę.
„A skąd ty wiesz, czy i ile wpłaciłam?”
— zapytała krótko.
Cała sytuacja pokazała, że w internecie nawet pomoc potrafi przejść przez sąd błyskawiczny. Tym razem Dorota Szelągowska nie zamierzała stać w milczeniu na ławie oskarżonych.


