Po śmierci Łukasza Litewki w sieci pojawiły się komentarze łączące tragiczne zdarzenie z nagłaśnianą przez niego sprawą z Kłodzka. Polityk publikował materiały i pisał: „To, co wydarzyło się w Kłodzku, nie mieści się w granicach słowa ‘człowiek’”. Internauci przypominają jego wpisy i działania, wskazując na okoliczności ujawnienia sprawy oraz jej skalę.
Sprawa Kamili L. i jej męża z Kłodzka wywołała szeroką reakcję opinii publicznej. Para została skazana za wieloletnie krzywdzenie dziecka oraz znęcanie się nad zwierzętami. Do sprawy odnosił się również śp. Łukasz Litewka, który nagłaśniał ją w mediach społecznościowych.
Jak wskazywał, materiały dowodowe były wyjątkowo drastyczne.
„Biegli, którzy zapoznali się z materiałem, musieli otrzymać opiekę psychologa. Zgodnie stwierdzili, że tego się nie da zapomnieć”
– napisał.
Poseł zdecydował się także na publikację wizerunków skazanych bez ich anonimizacji. Tłumaczył to wprost:
„Wrzucam bez pasków na oczach, bo jak nagrywasz, gdy krzywdzisz zwierzę i wysyłasz dalej, to chyba nie wstydzisz się tego”.
W innym fragmencie podkreślił:
„To, co wydarzyło się w Kłodzku, nie mieści się w granicach słowa ‘człowiek’, więc nie będę tutaj nazywać tak nikogo”.
Po śmierci Łukasza Litewki w internecie pojawiły się liczne komentarze odnoszące się do jego aktywności w tej sprawie.
„Za dużo wiedział i mówił” – napisał jeden z użytkowników.
„Przypadek? Nie sądzę, trzeba to wyjaśnić” – czytamy w innym wpisie.
„Nagłaśniał sprawę z Kłodzka i nagle ginie. To budzi pytania” – komentowano.
W przestrzeni publicznej trwa dyskusja zarówno o samej sprawie z Kłodzka, jak i o granicach publikowania wizerunków osób skazanych oraz o odpowiedzialności za formułowanie hipotez po tragicznych wydarzeniach.


