Przez ostatnie lata powtarzano jedną tezę: że Karol Wojtyła jako metropolita krakowski tuszował przestępstwa księży. Oskarżenia padały w reportażach, programach telewizyjnych i głośnych publikacjach. Dziś „Rzeczpospolita” ujawnia dokumenty z kurii krakowskiej i obraz, który z nich wynika, kompletnie burzy wcześniejszą narrację. W sieci wraca jedno pytanie: czy ci, którzy oczerniali papieża, będą mieli odwagę przeprosić?
Co ustalili dziennikarze „Rzeczpospolitej”?#
Dziennikarze opisują, że nie znaleźli dowodów na to, by Wojtyła ukrywał przestępstwa duchownych. Przeciwnie, w aktach widać, że reagował szybko i zdecydowanie.
W artykule padają kluczowe zdania, m.in.:
„Kard. Karol Wojtyła nie krył pedofili.”
To tytuł, który sam w sobie jest deklaracją opartą na analizie dokumentów.
Dalej dziennikarze piszą, że:
„Wojtyła reagował szybciej niż ówczesne organy państwowe.”
Opisują konkretne przypadki, w których:
• księża byli odsuwani od pracy natychmiast, jeszcze zanim państwo wszczynało śledztwo,
• duchownych kierowano na badania psychiatryczne, co w tamtych latach było absolutnym wyjątkiem,
• po wyrokach nie wracali do pracy z wiernymi, co przeczy tezie o „przenoszeniu z parafii na parafię”.
Najmocniejszy fragment dotyczy jednak sprawy, którą przez lata przedstawiano jako „dowód” na tuszowanie. Dziennikarze piszą:
„W jednej ze spraw informacje o czynach duchownego w ogóle do niego nie dotarły.”
To oznacza, że Wojtyła nie mógł niczego ukrywać, bo nie miał wiedzy o przestępstwie. To jest ustalenie, które najmocniej uderza w wcześniejsze medialne narracje.
Jan Paweł IIDlaczego te ustalenia są tak ważne?#
Bo przez lata powtarzano tezy, że Wojtyła „musiał wiedzieć”, „musiał tuszować”, „musiał chronić sprawców”.
Padały one w: reportażach, artykułach prasowych, programach publicystycznych, książkach, a także w komentarzach polityków i publicystów.
A teraz, po analizie dokumentów, okazuje się, że archiwa nie potwierdzają tych oskarżeń.
Dziennikarze „Rzeczpospolitej” nie piszą tego „na oko”.
Oni przejrzeli akta, które przez dekady były zamknięte.
I dlatego internet pyta dziś o jedno: co z tymi, którzy przez lata stawiali najcięższe zarzuty?
To pytanie wraca w komentarzach pod artykułem i w mediach społecznościowych.
Nie dotyczy jednej redakcji.
Dotyczy całej medialnej narracji, która przez lata żyła własnym życiem.
Ponieważ teraz,po ustaleniach dziennikarzy, fakty wyglądają inaczej.


