Gdy Robert Lewandowski był prezentowany jako nowy zawodnik Chicago Fire, jego żona Anna… bawiła się na koncercie Bad Bunny’ego w Warszawie. Internet zawrzał, a krytyka spadła na trenerkę jak lawina. Wtedy Lewandowski zabrał głos i jednym komentarzem uciszył hejterów oraz pokazał, jak wygląda prawdziwe wsparcie w związku.
Burza w sieci: Lewy w Chicago, Anna na koncercie#
W sieci wybuchła dyskusja, gdy okazało się, że Anna Lewandowska nie poleciała z mężem do USA na jego pierwsze dni w Chicago Fire. Podczas gdy Robert trenował z nową drużyną, Anna relacjonowała swój udział w koncercie Bad Bunny’ego na PGE Narodowym. Tańczyła pod sceną, w loży, a później wracała przez Most Poniatowskiego w rytm muzyki.

Dla części internautów było to „niewłaściwe”, „nielojalne”, a nawet „nieprofesjonalne”. Komentarze szybko przybrały formę hejtu.
Anna reaguje po swojemu: wsparcie od fanek zamiast tłumaczeń#
Zamiast wdawać się w dyskusje, Anna Lewandowska udostępniła wiadomości od obserwatorek, które broniły jej decyzji. Podkreślały, że dorosły, doświadczony sportowiec nie potrzebuje „odprowadzania do pracy”, a żona ma prawo do własnych planów i obowiązków.
To był jasny sygnał: widzi krytykę, ale nie zamierza jej podsycać.

Lewandowski ucina temat jednym komentarzem#
Najmocniejsza odpowiedź przyszła jednak od Roberta. Pod postem żony napisał:
„Spokojnie, moja największa fanka kibicuje mi z każdego miejsca na ziemi — czasem z trybun, czasem przed telewizorem w drodze na koncert, bo sama ma mnóstwo pracy. Dumny z niej jak zawsze! Wytańczyłaś się za nas dwoje!”
Ten komentarz natychmiast stał się viralem.

Media podkreślały, że Lewandowski pokazał klasę, dojrzałość i pełne wsparcie dla żony i zamiast nakręcać konflikt, po prostu go zakończył.


