Teatr Kamienica powstał z marzenia Emiliana Kamińskiego — marzenia, które wielu uważało za szalone. Dziś, 17 lat po otwarciu, jego żona Justyna Sieńczyłło mówi o miejscu, które stało się domem dla setek ludzi. I jednocześnie polem bitwy. Z jej relacji wyłania się obraz teatru, który od lat stoi w samym centrum brutalnej gry o adres, pieniądze i wpływy.
Pierwszy cios: fikcyjne spółki i próba eksmisji#
Jak tłumaczy Justyna Sieńczyłło w wywiadzie dla portalu i.pl, w 2012 roku do budynku wkroczył „biznesmen”, który za symboliczną złotówkę kupił strychy. Zarejestrował tam osiem fikcyjnych spółek, zdobył dodatkowe głosy we wspólnocie i… przegłosował uchwałę o eksmisji teatru.
Nazwy tych spółek, po przetłumaczeniu, brzmiały jak deklaracja wojny: „Nienawidzę aktora”, „Zniszczę teatr”, „Zemsta”.
Emilian KamińskiMiasto obiecało prawo pierwokupu. I się wycofało#
Kamienica powstała na podstawie gwarancji miasta, że teatr będzie mógł wykupić przestrzeń, w którą inwestował od 2002 roku, ale, jak opowiada aktorka, po śmierci Kamińskiego miasto zgodziło się sprzedać 350 m². Umowa była podpisana.
I wtedy pojawiła się osoba, która wcześniej brała udział w sprzedaży strychów „biznesmenowi” i zaskarżyła umowę, a miasto wycofało się rakiem.
30 pustych mieszkań w centrum Warszawy. „O ten adres toczy się gra”#
Według słów Sieńczyłło, w budynku jest 46 lokali, z czego zamieszkanych 16, a pustych 30. Niektóre z tych lokali mają po 200 m².
„Cały czas pytam, jaki jest plan miasta wobec tych pustostanów, i nie dostaję odpowiedzi. Proponowałam różne rozwiązania: mieszkania dla policjantów, dla strażaków, socjalne, społeczne dla osób z niepełnosprawnościami, fundacje etc. Odpowiedzi nie ma, a to przecież niezwykle atrakcyjny adres – świetna lokalizacja, tuż za ratuszem, bez spadkobierców, z ogromnym potencjałem”
– mówi Sieńczyłło i dodaje:
„O ten adres i te puste metry kwadratowe w moim odczuciu toczy się gra”.
Po odejściu Emiliana zaczęła się nowa fala nacisków. Do wspólnoty próbowano wprowadzić firmę znaną z głośnych afer reprywatyzacyjnych. W jednej gazecie pojawiła się seria tekstów szkalujących teatr.
Partnerzy Kamienicy dostawali pisma dyskredytujące Justynę i jej męża.
Opłaty, które mogą zabić teatr#
Wspólnota uchwaliła, że teatr ma płacić 1000 zł za każde przejście widzów przez dziedziniec, nawet na spektaklach dla dzieci i wydarzeniach charytatywnych.
To 550 tys. zł rocznie. Do tego opłaty za zadaszenie wejścia, za afisz, za wszystko. Kamienica utrzymuje się wyłącznie z biletów.
„Jeśli nałoży się na nas takie obciążenia, teatr umrze”
— twierdzi Justyna Sieńczyłło.
Justyna SieńczyłłoRemont, który może fizycznie zniszczyć teatr#
Naczelnik dzielnicy forsuje remont węzła ciepłowniczego za 900 tys. zł, który wymagałby wjazdu ciężkiego sprzętu do foyer i „rozprucia teatru”. Według słów aktorki, istnieje tańsza, trzykrotnie mniej kosztowna opcja, ale nie jest brana pod uwagę.
Osoba z branży budowlanej ostrzegła aktorkę:
„Jak wejdą do piwnic, to nie wyjdą. Zniszczą ci teatr.”
A w tle — 300 rodzin i misja, której nie da się porzucić#
Kamienica to nie tylko scena. To miejsce, które prowadzi działalność charytatywną, edukacyjną, społeczną.To 300 rodzin, które żyją dzięki pracy w teatrze.
To widzowie, którzy mówią: „Nie poddawajcie się”. To mieszkańcy innych kamienic, którzy proszą Justynę o pomoc, bo ich nowi właściciele odcinają wodę.
Dlatego Kamienica jest w niebezpieczeństwie?#
Aktorka mówi wprost, że Kamienica stoi na przecięciu interesów, pieniędzy, pustostanów, decyzji urzędników i ludzi, którzy chcą przejąć kontrolę nad jednym z najbardziej atrakcyjnych adresów w Warszawie.


