Dla milionów widzów pozostaje przede wszystkim Rockym Balboą i ikoną kina akcji. Niewiele osób pamięta jednak, że zanim Hollywood otworzyło przed nim drzwi, Sylvester Stallone od lat malował. To właśnie przed sztalugą rodziły się emocje, które później przenosił na ekran, a malarstwo do dziś uważa za najbardziej osobistą formę twórczości.
Dla Sylvestra Stallone'a malarstwo nigdy nie było jedynie hobby. Aktor wielokrotnie podkreślał, że to właśnie ono jest jego pierwszą artystyczną miłością i przestrzenią, w której może mówić najuczciwiej o sobie. W rozmowie poprzedzającej jego retrospektywną wystawę w Nicei w 2015 roku przyznał, że obraz nie daje możliwości ukrycia słabości.
– Malarstwo to bez wątpienia najuczciwsza ze wszystkich form sztuki. Jest proste, bezlitosne i stoi tuż przed tobą, gotowe do oceny z bliska. Nie możesz go obronić, po prostu istnieje
– mówił.
Stallone zaczął malować już jako młody człowiek. Fascynowali go Jackson Pollock i Willem de Kooning, a podczas studiów tworzył obrazy na tanich płótnach, które sprzedawał za niewielkie kwoty, by opłacić codzienne wydatki i dojazdy na zajęcia.
Co ciekawe, właśnie malarstwo odegrało ważną rolę w narodzinach jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii kina. Zanim Rocky Balboa trafił na kartki scenariusza, pojawił się na obrazie.
Jak wspominał w rozmowie z „Forbes”, próbując odnaleźć właściwy charakter bohatera, chwycił za farby. Do dyspozycji miał jedynie tubkę farby, stare płótno i śrubokręt. Tak powstał surowy portret boksera – człowieka o smutnym spojrzeniu, ale twarzy wojownika. Dopiero później narodził się scenariusz, który – według samego Stallone'a – napisał w zaledwie trzy i pół dnia.
Spektakularny sukces filmowy sprawił, że o malarskich ambicjach Stallone'a mówiło się znacznie rzadziej niż o kolejnych rolach. Sam aktor z dystansem żartował nawet, że jest lepszym malarzem niż aktorem.
Przez lata nie rezygnował jednak z pracy przy sztaludze. Eksperymentował z własnym stylem, inspirując się twórczością Pabla Picassa, Gerharda Richtera czy Marka Rothki. Choć długo pozostawał na uboczu świata sztuki, z czasem jego obrazy zaczęły trafiać do galerii i muzeów.
Przełomem okazała się współpraca ze szwajcarską Galerie Gmurzynska, dzięki której twórczość Stallone'a zyskała uznanie krytyków i kolekcjonerów. W kolejnych latach jego prace prezentowano podczas dużych wystaw, między innymi w Petersburgu, Nicei oraz niemieckim Osthaus Museum Hagen.
Stallone nie ukrywa, że malowanie wywołuje w nim podobne emocje jak praca nad filmem. Każdy obraz traktuje jak osobisty pojedynek.
– Malarstwo to miejsce, gdzie czuję się blisko nagiej prawdy, do tego stopnia, że patrzę na płótno jak na wroga
– mówił w rozmowie z ArtNet.
Dodał również, że kiedy praca zaczyna stawiać opór, nie odpuszcza. Zamiast tego wraca do niej z jeszcze większą determinacją. Trudno nie dostrzec podobieństwa do bohaterów, których przez lata kreował na ekranie – ludzi, którzy nawet po najdotkliwszych porażkach zawsze decydowali się walczyć do końca.


