Prawie dwumetrowy sum, który przez ponad 20 lat był królem jeziorka Balaton na warszawskim Gocławiu, padł ofiarą kłusownictwa w środku okresu ochronnego. Zwierzę żywcem wrzucono do bagażnika i wywieziono. 57-letni Ukrainiec został już zatrzymany przez policję.
Każdy, kto regularnie chodził nad jeziorko Balaton na Gocławiu, wiedział o nim. Prawie dwumetrowy sum, który od ponad dwudziestu lat krążył po zbiorniku, był lokalną legendą. Wędkarze marzyli o zmaganiu się z nim i, zgodnie z zasadami, wypuszczeniu go z powrotem. Miniony weekend przyniósł koniec tej historii.
Co się wydarzyło nad Balatonem#
29 maja, w ostatnim dniu okresu ochronnego na sumy, który w tym roku obowiązywał do 31 maja, nad jeziorkiem Balaton na Gocławiu zebrał się tłum gapiów. Grupa mężczyzn walczyła z ogromną rybą przez kilkadziesiąt minut. Gdy w końcu wyciągnęli suma na brzeg, okazało się, że mierzy od 173 do 183 centymetrów.

Nikt nie spodziewał się, co nastąpi dalej. Zamiast wypuścić rybę z powrotem do wody, co byłoby jedynym legalnym wyjściem w trakcie okresu ochronnego, mężczyźni wrzucili żywego suma do bagażnika samochodu i odjechali. Ryba, bez wody, dusiła się w zamkniętym bagażniku. Według relacji świadków mogła konać nawet kilka godzin.
„Wczoraj była nie lada gratka nad Balatonem – został złowiony wielki potwór sum 173 cm. Niestety jak się później okazało, w okresie ochronnym do 31 maja, a odjechał spakowany do bagażnika."
Trzy naruszenia jednocześnie#
Sprawa jest poważna z kilku powodów naraz. Po pierwsze: sum europejski objęty jest w Polsce całkowitym zakazem połowu od 1 marca do 31 maja. Złowienie go w tym okresie jest kłusownictwem, niezależnie od posiadania karty wędkarskiej. Po drugie: według świadków mężczyźni łowili ze środka pływającego rowerka wodnego – co jest osobnym wykroczeniem. Po trzecie: sposób transportu ryby bez wody stanowi naruszenie przepisów o ochronie zwierząt.
Jeden ze sprawców miał twierdzić na nagraniu, że „ma kartę, więc może łowić". To nieprawda. Karta wędkarska nie zwalnia z obowiązku przestrzegania okresów ochronnych – jest wręcz odwrotnie: jej posiadacz zobowiązuje się do ich przestrzegania. Jeśli zostanie skazany, straci ją.
Policja zatrzymała 57-latka#
Po tym jak nagrania i zdjęcia zalały media społecznościowe, policja podjęła działania z urzędu, czyli bez bez formalnego zgłoszenia ze strony świadków.
„Nie mieliśmy oficjalnego zgłoszenia dotyczącego tego zdarzenia. Jednak po pojawieniu się nagrań i informacji w mediach społecznościowych policjanci podjęli czynności sprawdzające w tej sprawie. Zabezpieczamy materiały dostępne w internecie i będziemy wyjaśniać okoliczności oraz przebieg całego zdarzenia."
— wyjaśniła podinspektor Marta Sułowska z Komendy Rejonowej Policji w Warszawie.
Dzięki nagraniom z kamer miejskich i samochodowych policja szybko ustaliła tożsamość sprawcy. Zatrzymany został 57-letni obywatel Ukrainy. Grozi mu grzywna, utrata karty wędkarskiej oraz, przy uwzględnieniu przepisów o ochronie zwierząt, potencjalnie odpowiedzialność karna.
Internet nie wybacza#
Reakcja w mediach społecznościowych była natychmiastowa i jednoznaczna. Komentarze mieszkańców Gocławia, wędkarzy i miłośników przyrody z całej Polski tworzyły jeden obraz – oburzenia.
„Szkoda, że nikt z obecnych nie zareagował i nie zgłosił gdzie trzeba – to co zrobiono podchodzi pod kłusownictwo"
– pisali jedni.
„Barbarzyństwo" – wtórowali inni. Pan Mieczysław, lokalny wędkarz cytowany przez media, zauważył sucho: jeśli sprawca miał kartę wędkarską, to na pewno ją straci, a namierzenie auta dzięki wszechobecnym kamerom nie będzie trudne. Okazał się prorokiem.
Sum z Balatonu pływał w tym zbiorniku od ponad dwóch dekad. Znało go kilka pokoleń mieszkańców Gocławia. Był elementem lokalnego ekosystemu i lokalnej tożsamości, jedną z tych rzeczy, które sprawiają, że miejskie jeziorko jest czymś więcej niż tylko akwenem. Teraz go nie ma. I dlatego ta historia boli bardziej niż typowy przypadek kłusownictwa.


