W Lublinie od kilku dni nie mówi się o niczym innym. Wiktoria Herun, czyli Ukrainka, która od lat mieszka w mieście i wcześniej zajmowała się projektem Study in Lublin — dziś pełni już funkcję zastępcy dyrektora Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów. To stanowisko, które daje realny wpływ na kierunek rozwoju miasta. A Herun marzy się Lublin „multi‑kulti” z całymi rodzinami imigrantów „z takich krajów jak Afryka, Indie, Bangladesz”.
I właśnie jej wypowiedzi o „wielokulturowym Lublinie” oraz pomysł sprowadzania studentów z Afryki i Azji (wraz z rodzinami) wywołały falę komentarzy.
Herun przedstawia się otwarcie:
„Jestem Ukrainką, urodziłam się i dorastałam w Łucku, od 17. roku życia mieszkam w Lublinie.”
W jednym z tekstów o mieście pisze:
„Bez wątpienia dla mnie Lublin jest miastem wielokulturowym.”
I dodaje, że jej wizją „twarzy Lublina” jest:
„Uśmiechnięty student zagraniczny, który na początku jest zagubiony i przestraszony biurokracją, ale wie, czego chce w życiu i ciężko pracuje nad tym, żeby być szczęśliwym.”
To właśnie te słowa stały się symbolem całej dyskusji, ponieważ wielu mieszkańców Lublina ma zupełnie inną wizję swojego miasta — spokojnego, lokalnego, z problemami, które dotyczą przede wszystkim ich, a nie nowych przyjezdnych z afrykańskich państw.

Pomysł sprowadzania studentów z Afryki i Azji i ich rodzin, budzi największe emocje#
W sieci zaczęły pojawiać się informacje, że w ramach miejskich projektów migracyjnych do Lublina mogłyby trafiać nie tylko osoby studiujące, ale również ich całe rodziny, a miasto miałoby pomagać im w osiedlaniu się.
W mieście, które od lat zmaga się z brakiem mieszkań komunalnych i rosnącymi cenami najmu, taka wizja została odebrana jako coś kompletnie oderwanego od rzeczywistości.
Mieszkańcy pytają:
„Dlaczego miasto ma pomagać przyjezdnym bardziej niż ludziom, którzy tu żyją od pokoleń?”
Najbardziej komentowana rada: „Uśmiechajcie się, pijcie więcej kawy i więcej pracujcie nad sobą”#
Na swojej stronie urzędniczka kieruje do lublinian „radę”, która dziś krąży po internecie jako przykład oderwania od realiów:
„Uśmiechajcie się, róbcie to, co was uszczęśliwia, pijcie więcej kawy i więcej pracujcie nad sobą.”
W kontekście dyskusji o sprowadzaniu imigrantów i braku mieszkań, wielu mieszkańców odebrało to jako komunikat:
„Nie interesujcie się za bardzo, po prostu się uśmiechajcie.”
To właśnie ta lekkość, w sytuacji, która dla wielu jest poważna, najbardziej ich zirytowała.
Czy Lublin naprawdę chce być „multi‑kulti”?#
Herun widzi Lublin jako miasto otwarte, różnorodne, pełne studentów z całego świata.
Ale mieszkańcy pytają, czy ta wizja jest ich wizją czy została z nimi skonsultowana, czy ktoś zapytał ich o zdanie, czy ktoś policzył koszty i konsekwencje.
Bo to nie jest zwykła kampania promocyjna. To kierunek rozwoju miasta. Quo vadis Lublinie?


