W pierwszych godzinach po tragedii w Crans‑Montana pojawiały się krótkie, chaotyczne relacje świadków. Teraz dotarliśmy do pełnego opisu wydarzeń, który przedstawił Paolo Campolo, ojciec 17‑letniej dziewczyny bawiącej się w barze Le Constellation w noc sylwestrową. Jego słowa opisują, jak wyglądały minuty, które zdecydowały o życiu i śmierci dziesiątek młodych ludzi. Już teraz lokalne media nazwały go „bohaterskim bankierem”.
55-letni Paolo Campolo, na co dzień pracujący w bankowości, został nazwany „bohaterskim bankierem”, który w najgorszym momencie zrobił to, co podpowiadał mu instynkt. Gdy w panice zadzwoniła jego córka, bez wahania ruszył na pomoc do palącego się klubu. Według relacji świadków miał wyciągnąć z płonącego lokalu nawet dziesięcioro młodych ludzi.
Paolo Campolo/Instagram„Zamknięte drzwi. A potem piekło”#
Campolo opowiada, że wszystko zaczęło się od widoku ognia za oknami lokalu.
„Byłem w domu, kiedy zobaczyłem przez okna, jak z Constellation wydobywają się ogniste języki. Chwilę później zadzwoniła moja córka. Jeden z tych telefonów, które mrożą krew w żyłach: ogień, ranni, masakra”.
Paolo wybiegł z domu z gaśnicą, ale już po kilku krokach wiedział, że nie ma szans, by powstrzymać żywioł.
„Dym był czarny, gęsty, nie do oddychania. Ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie i z ogromną siłą. W kilka minut pochłonął cały tlen. W środku nie dało się już oddychać.”
— relacjonował.
„Znalazłem moją córkę na zewnątrz, nieruchomą, w szoku. Czekała na swojego chłopaka, który został za drzwiami. Udało mu się wyjść na jej oczach, dosłownie na kilka sekund. Teraz leży w szpitalu w Bazylei w stanie krytycznym, z ciężkimi oparzeniami. Ona żyje dzięki splotowi wydarzeń, którego wciąż nie potrafię pojąć: chwila wcześniej albo chwila później — i dziś opowiadałbym zupełnie inną historię.”
„Za szybą widziałem stopy, ręce, ciała”#
Campolo zaczął szukać innego wyjścia. Z tyłu budynku znalazł drzwi, które były zablokowane od środka. Przez szybę widział ludzi leżących na ziemi. Niektórzy poruszali się, inni już nie.
„Z pomocą nieznajomego, który przybiegł po tym, jak usłyszał huk, wyważyliśmy te drzwi, ciągnąc z całej siły. Nie mieliśmy narzędzi, nie mieliśmy czasu. Strażacy byli w drodze, ale tam każda sekunda decydowała o życiu lub śmierci.”
Kiedy drzwi w końcu puściły, ciała dosłownie wypadły na nich. Campolo opowiada:
„Młodzi ludzie, żywi, poparzeni, podtruci dymem. Niektórzy przytomni, inni nie. Błagali mnie o pomoc, w kilku językach. Także po włosku. Byli bardzo młodzi. Ten lokal był pełen nieletnich. Widziałem dziewczyny w minispódniczkach i eleganckich topach, z ogniem wciąż na skórze.”
Campolo i nieznajomy wynosili ich na zewnątrz, kładli na ziemi, wracali po kolejnych. Nie myśleli o ryzyku.
„Wyciągałem ich jednego po drugim, gołymi rękami. Nie myśląc o bólu, o dymie, o ryzyku. Wynosiliśmy ich i kładliśmy na ziemi w punkcie zbiórki. Krzyczeli. A w mojej głowie była tylko jedna myśl: to mogły być moje dzieci”.
X.COM/screenshot„Nie było żadnej drogi ucieczki”#
Z jego relacji wynika, że lokal był pułapką:
„Nie było innych wyjść. Żadnej drogi ucieczki. Ci, którzy zostali w środku, nie mieli szans”.
Campolo mówi, że najbardziej pamięta spojrzenia — tę desperacką jasność w oczach ludzi, którzy wiedzą, że umierają.
„Poparzone osoby patrzące na ciebie i proszące, żeby ich tam nie zostawiać. Tego nie da się zapomnieć”.
A jednak, jak twierdzi Campolo, w całym tym koszmarze doznał ludzkiej dobroci. Sąsiadujące lokale zamieniły się w prowizoryczne punkty pomocy, w których przyjmowano rannych udzielając im pomocy:
„pomagali oddychać, nie tracić przytomności. Tego rodzaju solidarności nie zapomnę nigdy”.
„Nowy Rok skończył się o 1:20”#
Campolo kończy swoją relację słowami, które trudno czytać bez ścisku w gardle:
„W Crans‑Montana Nowy Rok nie skończył się toastem. Skończył się o 1:20, przed drzwiami, które nie chciały się otworzyć, podczas gdy po drugiej stronie ktoś krzyczał o pomoc.”
Dziś Paolo Campolo przebywa w szpitalu z powodu zatrucia dymem. Jego córka przeżyła pożar, a jej chłopak walczy o życie.


