Natasza Urbańska pojawiła się na czerwonym dywanie w Cannes i trudno było przeoczyć emocje, które jej towarzyszyły. Artystka przyznała, że choć próbowała podejść do wszystkiego ze spokojem, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej intensywna. Były „totalne ciary”, wielkie wzruszenie i moment, o którym marzyła od dzieciństwa.
Cannes od lat jest symbolem wielkiego świata filmu, błysku fleszy i spektakularnych debiutów. W tym roku swoje miejsce na słynnym czerwonym dywanie zaznaczyła również Natasza Urbańska. Artystka nie ukrywa, że był to dla niej moment wyjątkowy — bardziej osobisty, niż mogłoby się wydawać z perspektywy instagramowych relacji i perfekcyjnych zdjęć.
W rozmowie z Plejadą opowiedziała, że jeszcze przed wyjazdem próbowała zachować dystans i nie nakręcać emocji. Plan był prosty: cieszyć się chwilą i nie dać się stresowi. Cannes miało jednak własny scenariusz.
„Rzeczywiście to były totalne ciary, bo ten pierwszy raz, bo debiut. I te przygotowania, to wszystko też sprawiło, że ja, mimo że jak jechałam tu do Cannes, to mówiłam: nie, w ogóle nie przeżywam, chcę po prostu cieszyć się tym momentem, to jednak ta emocja (...) pojawiła się. Ale fajnie, bo bez tego, myślę, że nie byłoby tego momentu”
— tłumaczyła.
Urbańska przyznała też, że rzeczywistość czerwonego dywanu mocno różni się od tego, co przez lata budowała sobie w wyobraźni. W teorii wszystko wygląda jak spokojny pokaz mody i celebryckiego splendoru. W praktyce? Sekundy, pośpiech i walka o uwagę fotoreporterów.
„I ten mój moment na czerwonym dywanie, moje wyobrażenie o tym momencie zestawione z rzeczywistością, myślę, że bardzo były odległe od siebie. Rozjechało się totalnie. Przede wszystkim wydawało mi się, że ten czerwony dywan jest taki długi, że ja będę miała jakieś pół godziny, żeby sobie na spokojnie ograć kreację i zapozować, że tam jest ten czas. A tu nie ma czasu na nic. To są sekundy wyrwane, bo jest kolejka (...)”
— opowiadała.
Mimo zaskoczenia tempem wydarzeń artystka nie kryje, że sam udział w festiwalu był dla niej czymś znacznie większym niż kolejnym branżowym wydarzeniem. Jeszcze przed pojawieniem się na czerwonym dywanie mówiła o spełnieniu marzeń, które nosiła w sobie od dzieciństwa.
„Przyjechałam na festiwal filmowy. To jest spełnienie mojego marzenia z dzieciństwa. Jeszcze do końca nie wierzę, że za chwilę przejdę po czerwonym dywanie. Bardzo się na to cieszę. Staram się nie stresować, tylko żyć chwilą. Mam piękną suknię od Doroty Goldpoint - to marzenie. Czuję się wyjątkowo. To mój pierwszy czerwony dywan”
— wyznała na łamach Plejady.


