Tuż przed świętami książę Jan Lubomirski odbył rundę po mediach, gdzie opowiadał o zwyczajach świątecznych swojej arystokratycznej rodziny. I nieoczekiwanie wzbudził emocje wypowiedzią o słynnej kolędzie „Bóg się rodzi”.
KOLĘDA LUBOMIRSKICH
Z kolędami jako rodzina mamy dużo wspólnego, bo "Bóg się rodzi", to jest nasza prywatna domowa kolęda. Powstała, napisana przez Karpińskiego, dla mojej sześć razy prababki, czyli Elisabeth, która posiadała Łańcut. Tam jest taki pasus: "dom nasz i majętność całą i wszystkie wioski z miastami". To jest dom, czyli Łańcut, majętność - no to wiadomo - i wszystkie wioski dookoła
– powiedział książę Jan Lubomirski-Lanckoroński w studiu „Halo, tu Polsat”.
W dalszej części wypowiedzi książę przyznał, że jest zadowolony, że kolędę za swoją uznali wszyscy Polacy. Sprzyjała temu zapewne forma muzyczna utworu, skomponowana w rytm naszego tańca narodowego – poloneza.
Natomiast później to poszło w Polskę i to jest chyba jeden z takich bardzo ładnych, dobitnych przykładów tego, że naszymi prywatnymi rzeczami, czy prywatnymi osiągnięciami kulturalnymi, zawsze się dzieliliśmy
- mówił Lubomirski-Lanckoroński.
FILOLODZY ZABRALI GŁOS
Mimo tego wiele osób jego wypowiedź niektórzy uznali za przejaw arystokratycznej wyższości. Teraz o pochodzeniu kolędy „Bóg się rodzi” postanowili wypowiedzieć się eksperci. A konkretnie filolodzy z Uniwersytetu Śląskiego.
Tuż przed świętami pojawiła się wypowiedź o kolędzie „:Bóg się rodzi”, a jeden z rodzimych celebrytów, który długo i ze swadą, za to bez znawstwa o niej opowiadał. Faktycznie, najpewniej ta kolęda została zamówiona przez Izabelę z Czartoryskich Lubomirską, mecenaskę sztuki tamtej epoki u Franciszka Karpińskiego. Z drugiej jednak strony, w latach 1785 – 1818 poeta przebywał na dworze Branickich w Białymstoku. W związku z tym potomkowie tej rodziny mogą także nazywać kolędę „Bóg się rodzi” swoją domową i własną. Nie zapominajmy o tym, że utwór ten do nikogo nie należał. Nie ma bowiem dedykacji, można więc spekulować, czy ktoś go zamówił czy należał do artysty, który go stworzył. A stworzył go znakomicie i o tym należy mówić, to znaczy o mistrzowskim zestawieniu oksymoronów w tekście: „ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice nieskończony, wzgardzony okryty chwałą, śmiertelny król nad wiekami” i zakończeniem zwrotek fragmentem Ewangelii św. Jana: „A słowo ciałem się stało i mieszkało między nami”. Kolęda jest wyśmienita, kolęda jest fantastyczna. Te „wszystkie wioski z miastami i majętności”, o których ostatnio dość nieszczęśliwie wspominał w prasie internetowej potomek arystokratów, który chciał błysnąć jak gwiazda, mają zupełnie inną wymowę. Należy zwrócić uwagę na błogosławieństwo ojczyzny, które pojawia się w ostatniej zwrotce: „Podnieś rękę, Boże dziecię, błogosław ojczyznę miłą. W dobrych radach, w dobrym bycie wspieraj jej siłę swą siłą”. Po raz pierwszy kolęda została zaśpiewana w 1892 roku, w kościele farnym, w Białymstoku, a następnie wydana w zbiorze pieśni nabożnych przez zakon bazylianów w Łaśnie. Pojawiają się słowa o domu i majętności co nie oznacza żadnego Łańcuta, ale przejście od całościowego do indywidualnego postrzegania własnej ziemi, ojczyzny, od zbiorowego do personalnego, co oznacza poczucie budowania wspólnoty w konkretnym momencie historycznym, a nie jakieś fanaberie domagających się uwagi celebrytów
– napisali w oświadczeniu literaturoznawcy z Zakładu Historii Literatury Poromontycznej Uniwersytetu Śląskiego.
Obyśmy tylko takie dyskusje i spory, jak ten o kolędę, mieli w Nowym Roku 2026.


