Sprawa Gizeli Jagielskiej, która wstrzyknęła chlorek potasu do serca dziecka tuż przed jego narodzinami trafiła do prokuratury. Sprawa została jednak umorzona. Lekarka nie może jednak mówić o wygranej, bo w dniu umorzenia sprawy straciła pracę w oleśnickim szpitalu.
W październiku 2024 roku Gizela Jagielska dokonała aborcji na dziecku tuż przed jego narodzinami. Zastosowała tzw. „indukcję asystolii”, czyli podanie chlorku potasu bezpośrednio do serca dziecka, co doprowadziło do jego natychmiastowej śmierci.
Sprawa ta wywołała oburzenie i dyskusję na temat aborcji i zabijania nienarodzonych dzieci tuż przed ich przyjściem na świat. W 2025 r. prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie nielegalnego przerwania ciąży. Wczoraj podano jednak informację o umorzeniu śledztwa. Prokuratura stwierdziła, że zabicie przez Jagielską dziecka w 9. miesiącu ciąży nie miało „znamion czynu zabronionego”.
Mimo sprzyjających dla ginekolog okoliczności, nie może ona mówić o zwycięstwie. Szpital w Oleśnicy zdecydował bowiem, że nie przedłuży umowy z Gizelą Jagielską i z dniem 1 stycznia 2026 straci ona pracę w placówce.
O zwolnieniu poinformowała w mediach społecznościowych sama lekarka.
Nie brakuje jednak opinii, że samo zwolnienie lekarki nic nie da i powinna stracić prawo do wykonywania zawodu.


