Najgorszym wrogiem Pawła Kowala jest Kowal Paweł. O tak, tak, tak, tak. Do teatru poszedł ten Paweł Kowal, tak było. Ale za nim podreptał skrytocicho Kowal Paweł i nie będąc dobrze nastawionym do tego pierwszego knuł jakby mu zrobić wstyd, obciach, siarę oraz żenuę. Swego dopiął, niestety!
Paweł Kowal (człowiek, który nie z jednej partii chleb jadł, aktualnie do Tuska przytulony) poczynił zamiar pochwalenia się w mediach społecznościowych, że nie tylko zupy lubi spożywać i zdjęcia wrzucać (kto nie lubi?), ale także że chodzi na dzieła ponadczasowe, na przykład na Moliera do Teatru Narodowego w mieście Warszawa.
No i chciał właśnie napisać Paweł Kowal, że był na „Mizantropie” Moliera, bo był i zdjęcie zrobił. Ale Kowal Paweł tylko na to czyhał i mu palce pomieszał i się opublikowało, że był na „Mizoginie” Moliera. No, tak napisał i tak opublikował. Niestety, Molier żadnego „Mizogina” nie napisał, poza tym baby ponoć lubił, a owszem, więc się publika zaczęła natrząsać z Pawła Kowala, choć nie wiem czy to on był winien, czy raczej ten drugi.
Zastrzegam, my tutaj nie będziemy uprawiać taniej psycholożki, że może to słowo wyskoczyło z podświadomości pana Pawła i co na to Freud. Freud nas nie obchodzi, pana Pawła bardzo lubimy, bo je zupy (innego powodu nie mamy), niemniej przestrzegamy tegoż polityka, aby uważał z natężeniem, kto za nim łazi i krzywdę chce mu uczynić.
A za to, że nam się z uciechy brzuchy potrzęsły obu panom z serca dziękujemy.


