Mamy go! Przybył do nas z Sulęcina. Nie każdy bohater nosi pelerynę, a ten akurat dźwiga togę. Znaczy się sędzia. I on miał marzenie. Marzył on mianowicie w niewielkim swoim Sulęcinie (9 tysięcy mieszkańców), aby nad głową łysą jego flaga powiewała Unii Europejskiej, wręcz łopotała.
I on wyciągnął ją sam jeden przeciw światu ze schowka na miotły, gdzie atakowały ją pająki (nie żartuję, tak było, sam opowiadał). Tak, tak flagożercze pająki! On w pojedynkę tę flagę, można powiedzieć, wyzwolił dla nas i dla przyszłych pokoleń. I ona teraz łopocze, to znaczy, jak się dmuchawę nastawi, to łopocze, bo bez dmuchawy, to wisi, poza tym z tych pajęczyn trzeba ją oczyścić, ale po kolei, po kolei, bo się zamęt zrobił.
Nasz bohater, już w zasadzie celebryta, nazywa się Bartłomiej Starosta i był sędzią w Sulęcinie, który leży w Europie. Wybrano właśnie jego do nowej Krajowej Rady Sądownictwa i wystąpił z istotnym przesłaniem w telewizji, która kosztuje mnie 3 miliardy złotych i nie potrafi się zlikwidować.
W programie redaktor Justyny Dobrosz-Oracz (przestańcie nazywać panią redaktor „multiplą”, to nieeleganckie) rzekł:
Miałem takie marzenie, żeby ta flaga wróciła na swoje miejsce i dziś udało mi się to zrealizować.
Wtedy pani redaktor zwróciła uwagę na niebezpieczeństwo misji:
Nikt pana nie zatrzymywał.
A sędzia na pełnym bezlęku:
Nie było takiej osoby i nie było takiej siły, żeby mnie zatrzymać.
Wtedy dociekliwa redaktor spytała:
A gdzie pan ją znalazł?
Pan sędzia zwrócił właśnie wtedy uwagę na haniebne okrucieństwo złych ludzi, nikczemnych:
Niestety, ta flaga została potraktowana w sposób okrutny, znalazła się w schowku na szczotki. Trzeba będzie o nią zadbać, ponieważ są na niej pajęczyny.
Sędzia, jak wszyscy wiemy, powinien być mądry, celebryta – niekoniecznie. Pana Bartłomieja Starostę witamy w gronie celebrytów. Będziemy się przyglądać, ma potencjał.


