Nie cichną echa krakowskiego referendum, w którym odwołano prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Widać też popłoch we wpisach wszelkiej maści „elyty”, które na codzień chciałyby kreować ludzkie umysły. I choć wynik jest jednoznaczny, część samozwańczych elit zachowuje się tak, jakby ktoś im wysłał zbiorczy „przekaz dnia”: „przegrana Miszalskiego to tak naprawdę jego zwycięstwo, bo większość nie poszła do referendum”.
Problem w tym, że ta narracja nie ma nic wspólnego ani z demokracją, ani z matematyką tym bardziej. Internauci musieli tłumaczyć podstawy, momentami wręcz łopatologicznie.



Szczepkowska i jej „70% poparcia”. Internet łapie się za głowę#
Joanna Szczepkowska ogłosiła, że:
„70% posłuchało prezydenta Miszalskiego i nie poszło na referendum. To miażdżąca przewaga. 70% ufa prezydentowi.”
Internauci natychmiast sprostowali tę „logikę”:
„To, że 70% nie poszło, NIE oznacza, że popiera Miszalskiego!”
„Niecałe 50% uprawnionych nie chodzi ani na wybory, ani na referenda. Po prostu mieli to w nosie.”
„Żyje Pani w swojej bańce i nie ma kontaktu z rzeczywistością.”
Najbardziej precyzyjnie sytuację wyjaśnił jeden z komentujących:
„Nawet gdyby absolutnie nikt nie zagłosował przeciwko odwołaniu prezydenta, sama frekwencja (ponad 171 tys.) wystarczyłaby z nawiązką, aby referendum było ważne.”
Czyli: bojkot niczego by nie zmienił. A teza o „70% poparcia” jest zwyczajnie nieprawdziwa.
Hartmann też próbował. Efekt? Ten sam — internet musiał tłumaczyć#
Jan Hartmann również przekonywał, że ludzie „niepotrzebnie poszli na referendum”, bo „sami sobie zaszkodzili”. Po fali krytyki… usunął post.
Internauci zdążyli jednak odpowiedzieć:
„Gdyby te osoby nie przyszły, referendum i tak byłoby ważne. Sama frekwencja wystarczała z nawiązką.”
„Pan profesor chyba się przeliczył. Dosłownie.”
„Demokracja jest wtedy, gdy wygrywają nasi — rozumiemy.”

„Elyta” w popłochu. Internauci: „To wy nie dorośliście do demokracji”#
W komentarzach przewija się jeden motyw: niektórzy komentatorzy nie potrafią pogodzić się z tym, że wynik demokratyczny nie poszedł po ich myśli.
Internauci piszą:
„Tzw. elyta nie może pogodzić się z przegraną KO.”
„No bo co to za demokracja, jak przegrywają nasi?”
„Nawoływanie do bojkotu referendum to kompromitacja.”
„To, że Pani bojkotowała referendum, świadczy tylko o tym, że sama nie dorosła Pani do demokracji.”
Internet musiał tłumaczyć podstawy demokracji i matematyki#
Szczepkowska i Hartmann próbowali stworzyć narrację, że przegrana to wygrana, a brak głosu to poparcie. Internauci, jak zwykle niezawodni, rozłożyli te tezy na czynniki pierwsze.
Wyszło na to, że matematyka nie potwierdziła ich teorii, logika też nie, a demokracja okazała się mniej elastyczna niż ich interpretacje.


